Z mediów dowie­dzia­łem się, że w Supra­ślu jed­na z ikon zaczę­ła wydzie­lać mir­rę. Jako, że Supraśl odda­lo­ny jest od Bia­łe­go­sto­ku zale­d­wie o kil­ka­na­ście kilo­me­trów wsia­dłem na rower i poje­cha­łem to zoba­czyć. Co to jest ta mir­ra? Zło­to widzia­łem. Kadzi­dło wącha­łem. Ale mirra?
Dro­ga do Supra­śla wie­dzie przez Pusz­czę Knyszyńską.

Przy bra­mie mona­ste­ru stał męż­czy­zna w ciem­nej kurtce.
- Czy moż­na zoba­czyć cudow­ną iko­nę? — pytam
- Ależ oczy­wi­ście panie Wojt­ku – odparł nie­zna­jo­my – Pro­szę za mną

Poczu­łem się dziw­nie. Oto ja lewi­co­wiec, jadę zoba­czyć cudow­ny obraz Mat­ki Boskiej. Tym­cza­sem pierw­szy napo­tka­ny w cer­kwi czło­wiek zwra­ca się do mnie po imie­niu i oso­bi­ście oprowadza.
- Jestem Brat Jan, jestem iko­no­gra­fem – powie­dział męż­czy­zna – Czy Pan wie, że to dru­gi tego przy­pa­dek w Pol­sce, gdy iko­na zaczy­na wydzie­lać mir­rę? Pierw­szy wyda­rzył się 15 lub 16 lat temu w Terespolu.

Brat Jan otwo­rzył drzwi cer­kwi. Wewnątrz nie było niko­go. Suro­we twa­rze świę­tych patrzy­ły na nas w milczeniu.

Legen­da gło­si, że mni­si nie mogąc znieść hała­su mia­sta, wrzu­ci­li do rze­ki krzyż. Tam gdzie się ów krzyż zatrzy­mał, zbu­do­wa­li mona­styr. Dzia­ło się to w 1500 roku.
- To wła­śnie Ona – powie­dział Brat Jan wska­zu­jąc iko­nę sto­ją­cą na środ­ku cer­kwi– Mat­ka Boska Życio­daj­ne Źródło.

Histo­ria tego wize­run­ku jest zwią­za­na z legen­dą. Oko­ło roku 450  żoł­nierz bizan­tyj­ski, prze­cho­dził w pobli­żu wrót Kon­stan­ty­no­po­la. Spo­tkał nie­wi­do­me­go czło­wie­ka, któ­ry popro­sił o wodę. Żoł­nierz nie mógł jed­nak zna­leźć żad­ne­go źró­dła. Wów­czas usły­szał głos, któ­ry naka­zał mu udać się do pobli­skie­go zagaj­ni­ka. Odna­leźć źró­dło i dać nie­wi­do­me­mu pić, a następ­nie prze­myć wodą jego oczy. Ten sam głos nazwał go cesa­rzem. Żoł­nierz zro­zu­miał, że mówi do nie­go Mat­ka Boża i postą­pił tak, jak naka­za­ła. Wów­czas śle­py odzy­skał wzrok. Kie­dy w 457 roku Leon I został cesa­rzem bizan­tyj­skim — zbu­do­wał cer­kiew nad cudow­nym źró­dłem, w któ­rym to miej­scu zda­rza­ły się kolej­ne przy­pad­ki uzdrowień.

- Kto pierw­szy zauwa­żył, że iko­na wydzie­la mir­rę? — pytam
- Zauwa­ży­li to bra­cisz­ko­wie pod­czas spo­tka­nia świą­tecz­ne­go – odparł Brat Jan – Dokład­nie w przed­dzień świę­ta tej iko­ny. Pro­szę spoj­rzeć tro­chę z boku, a zauwa­ży Pan wyraź­ne krople.
- Co z nimi robi­cie? — zapytałem
- Mir­ra zbie­ra­na jest do spe­cjal­ne­go naczy­nia – odparł Brat Jan – Do tego tutaj. Pod­czas nabo­żeń­stwa kapłan namasz­cza wier­nych tym ole­jem. Kie­dy olej się koń­czy znów go zbieramy
- Nie­sa­mo­wi­ta histo­ria – mówię
- Nie­sa­mo­wi­ta, to praw­da – uśmiech­nął się Brat Jan – Tym bar­dziej, że przy­da­rzy­ła się wła­śnie teraz. W okre­sie pan­de­mii. Wize­ru­nek Mat­ki Boskiej Wiecz­ne­go Źró­dła zawsze poma­gał w okre­sie zaraz i cho­rób. Nie­zwy­kłe jest też to, że cud wyda­rzył się tuż po okre­sie, gdy wier­ni nie mogli uczest­ni­czyć w nabo­żeń­stwach. I kie­dy tyl­ko zaka­zy zdję­to, wyda­rzył się ów cud. Tak jak­by Mat­ka Boska chcia­ła powie­dzieć „Jestem z Wami”.

Przy­glą­dam się Bra­tu Jano­wi. Czy cza­sem ze mnie nie żar­tu­je? Napraw­dę potra­fi odczy­ty­wać zna­ki dawa­ne przez Mat­kę Boską?

Drzwi cer­kwi otwo­rzy­ły się i weszła kobie­ta z mężem.
- Przy­by­wa­ją wier­ni nie tyl­ko pra­wo­sław­ni – uśmie­cha się Brat Jan – ale rów­nież kato­li­cy. Było już chy­ba 40 księ­ży. Zakon­ni­ce. Nikt nie patrzy, że cud wyda­rzył się w cer­kwi, a nie w koście­le. Mat­ka Boska jest prze­cież jedna.

Kobie­ta kupu­je świecz­kę, aby posta­wić ją w inten­cji zdro­wia. W skle­pi­ku obok świe­czek leżą obraz­ki z wize­run­kiem cudow­nej ikony.
- I cuda zda­rza­ją się cały czas – mówi Brat Jan – Pew­na rodzi­na kupi­ła taki obra­zek i posta­wi­ła w domu obok wyschnię­tych gałą­zek wierz­by. Te gałąz­ki sta­ły już tam 2 tygo­dnie od pal­mo­wej nie­dzie­li. I co się sta­ło? Rano patrzą, a wierz­ba wypu­ści­ła świe­że list­ki. Tak jak­by i gałąz­ki poczu­ły Moc Bożą. Zadzwo­ni­ła kobie­ta z Gdań­ska. Ma nowo­twór. Trze­cie sta­dium. Jest kato­licz­ką i pyta, czy może przy­je­chać do cer­kwi. Pomo­dlić się przed obra­zem. Oczy­wi­ście. Przy­je­cha­ła z mężem i 12 let­nim synem. Kobie­ta pyta, czy może się u nas wyspo­wia­dać. Oczy­wi­ście. Spo­wie­dzi niko­mu nie odma­wia­my. Komu­nię moż­na przy­jąć u nas lub w koście­le. Wyspo­wia­da­li się wszy­scy we tro­je. I kie­dy wycho­dzi­li, kobie­ta skrzy­żo­wa­ła ręce na pier­si i powie­dzia­ła „Ojcze, już wiem, że będzie dobrze”. Inna kobie­ta dzwo­ni­ła z Biel­ska Bia­łej. Ma cho­re­go syna i nie może z Nim przy­je­chać. Bła­ga­ła, aby wysłać choć odro­bi­nę mir­ry na waci­ku. Wysła­li­śmy. A ile było innych snów. Ile było obja­wień! Tego nie opo­wie żad­na literatura.

Patrzę na Bra­ta Jana i widzę w Jego oczach szczęście.
Gdzieś tam za mura­mi na któ­rych nama­lo­wa­no fre­ski ist­nie­je wiel­ki świat. Świec­kie życie peł­ne bie­siad i hałasu.
W tym miej­scu panu­je cisza, a czas pły­nie zupeł­nie inaczej.

Przed wyj­ściem kupu­ję świę­ty obrazek.
- Pro­szę przy­ło­żyć do iko­ny – dora­dza Brat Jan

Pod­cho­dzę do wize­run­ku Mat­ki Boskiej. Przy­kła­dam świę­ty obra­zek. I choć jestem nie­prak­ty­ku­ją­cy, choć przy­je­cha­łem tu jedy­nie z cie­ka­wo­ści, to jed­nak i ja wypo­wia­dam szep­tem swo­ją prośbę.

Woj­ciech Koronkiewicz

Tekst pocho­dzi z książki 
„Z Mat­ką Boską na rowe­rze. Podróż do cudow­nych obra­zów, ikon i świę­tych źró­deł Podlasia”
Wydaw­nic­two Paśny Buriat 2020. Nade­sła­ne przez Autora:

Dzień dobry,

napi­sa­łem książ­kę i bar­dzo chciał­bym się podzie­lić z Waszy­mi czy­tel­ni­ka­mi kil­ko­ma opo­wie­ścia­mi. Książ­ka ma bar­dzo dobre recen­zje: https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2020/Przewodnik-Katolicki-48–2020/Kultura/Rowerem-z-Matka-Boza?fbclid=IwAR1VqZGeomMAGJnI_mDm8PO8MsLQ2iS01hRDN5Wn56L_JAzdpOSDDxZxY

 

Zarów­no tekst, jak i zdję­cia są mego autorstwa.

Pro­sił­bym tyl­ko aby zazna­czyć, że jest to frag­ment książ­ki. I obok nazwi­ska zamie­ścić zdję­cie okładki…