„Odkry­cie nie­ozna­ko­wa­nych gro­bów w daw­nej szko­le z inter­na­tem w [pro­win­cji Kolum­bia Bry­tyj­ska] i ogól­no­kra­jo­we prze­bu­dze­nie wokół tego wyda­rze­nia zosta­ły wybra­ne jako kana­dyj­ski arty­kuł infor­ma­cyj­ny roku w redak­cjach w całym kra­ju”, dono­si­ła CBC w grud­niu zeszłe­go roku.  Był to traf­ny wybór – choć nie­ko­niecz­nie z opi­sa­nych powodów. 

        Kana­dyj­ska opo­wieść o nie­ozna­ko­wa­nych gro­bach „wybu­chła” 27 maja 2021 r., kie­dy Tk’emlúps te Secwépemc First Nation poin­for­mo­wał o ist­nie­niu danych z rada­ru pene­tru­ją­ce­go grunt (GPR), któ­re wska­zy­wa­ły na regu­lar­nie roz­miesz­czo­ne zakłó­ce­nia w gle­bie na tere­nie daw­nej szko­ły dla lud­no­ści rdzen­nej, któ­ra dzia­ła­ła w Kam­lo­ops w Kolum­bii Bry­tyj­skiej w latach 1893–1978.

        Ponad­to przy­wód­cy tego Pierw­sze­go Naro­du twier­dzi­li, że te zabu­rze­nia gle­by odpo­wia­da­ją nie­ozna­czo­nym gro­bom rdzen­nych dzie­ci, któ­re zmar­ły pod­czas uczęsz­cza­nia do szkoły.

reklama

        Histo­ria sta­ła się natych­miast sen­sa­cją w kana­dyj­skich mediach; i  tak pozo­sta­ło przez wie­le mie­się­cy i to nawet po tym, jak Sarah Beau­lieu, eks­pert ds. badań geo­ra­da­ro­wych, na któ­rym pole­ga­li Tk’emlúps te Secwépemc, ostroż­nie zauwa­ży­ła, że ​​wyni­ki badań rada­rem nie­ko­niecz­nie wska­zy­wa­ły na obec­ność gro­bów – nie mówiąc już o gro­bach, któ­re były nie­ozna­czo­ne, gro­bach rdzen­nej lud­no­ści lub gro­bach dzieci.

        W prze­ci­wień­stwie do tego, w co wie­lu Kana­dyj­czy­ków uwie­rzy­ło w tych gorą­cych mie­sią­cach, dane z badań geo­ra­da­ro­wych nie dają zdjęć rent­ge­now­skich przed­sta­wia­ją­cych cia­ła lub trum­ny. To, co zwy­kle się poka­zu­je, to zakłó­ce­nia w gle­bie i osa­dach. Śled­czy muszą następ­nie prze­ko­pać grunt, aby usta­lić, co tak napraw­dę znaj­du­je się pod spodem.

        Ale te szcze­gó­ły zosta­ły odsu­nię­te na bok pod­czas tego, co z per­spek­ty­wy cza­su, wyda­je się być praw­dzi­wą ogól­no­na­ro­do­wą histe­rią spo­łecz­ną. Gdy inne gru­py rdzen­nych miesz­kań­ców ogło­si­ły, że będą prze­pro­wa­dzać wła­sne bada­nia geo­ra­da­ro­we, media z prze­ko­na­niem zapew­nia­ły, że pier­wot­na, sza­cun­ko­wa licz­ba zgo­nów wśród uczniów kana­dyj­skie­go sys­te­mu szkół rezy­den­cyj­nych, wyno­szą­ca 3201, wkrót­ce podwoi się, a nawet potroi. Jeden z auto­rów takiej opi­nii posu­nął się do stwier­dze­nia, że ​​„odkry­cie gro­bów dzie­ci w Kam­lo­ops to odkry­cie holo­kau­stu w Kanadzie”.

        Dra­ma­tycz­ne, akty publicz­nej poku­ty i kaja­nia się mia­ły miej­sce w całym kra­ju, a wie­le obcho­dów Dnia Kana­dy 1 lip­ca zosta­ło odwo­ła­nych lub prze­kształ­co­nych w oka­zję do ponu­re­go samo­bi­czo­wa­nia się Kanadyjczyków.

        Byłem jed­nym z wie­lu Kana­dyj­czy­ków, któ­rych począt­ko­wo to wszyst­ko pochło­nę­ło – w dużej mie­rze dla­te­go, że wyda­wa­ło się, iż wszy­scy w mediach mówią jed­nym gło­sem, łącz­nie z dzien­ni­ka­rza­mi, któ­rych od wie­lu lat zna­łem i sza­no­wa­łem. Patrząc wstecz na te rela­cje, widzę, że auto­rzy nagłów­ków w więk­szo­ści pomi­ja­li tech­nicz­ne frag­men­ty doty­czą­ce prze­miesz­cza­nia się gle­by i prze­cho­dzi­li od razu do „ciał” i „gro­bów”. Histo­rie te czę­sto były prze­pla­ta­ne naiw­nym cyto­wa­niem wąt­pli­wych opo­wie­ści o żywych dzie­ciach wrzu­ca­nych do pie­ców lub grze­ba­nych żywcem.

        Cała misja kana­dyj­skie­go sys­te­mu szkół rezy­den­cyj­nych pro­wa­dzo­nych przez Kościół pole­ga­ła na asy­mi­la­cji rdzen­nej lud­no­ści do bia­łe­go kana­dyj­skie­go spo­łe­czeń­stwa, zazwy­czaj wbrew jej woli, przy jed­no­cze­snym zmu­sza­niu dzie­ci do opusz­cza­nia rodzin i osad na całe mie­sią­ce, a nawet lata.

        Nikt nie kwe­stio­nu­je, że wie­lu uczniów było pod­da­wa­nych okrut­ne­mu (a cza­sem wręcz  mal­tre­to­wa­niu) trak­to­wa­niu i nie mia­ło odpo­wied­niej opie­ki medycz­nej. Z pew­no­ścią śmier­tel­ność dzie­ci rdzen­nych uczęsz­cza­ją­cych do tych szkół była znacz­nie wyż­sza niż dzie­ci w popu­la­cji ogól­nej. Nigdy nie uwie­rzy­łem, że w tych szko­łach odby­wał się jaki­kol­wiek spi­sek mają­cy na celu maso­we mor­der­stwa, ale nie wyda­wa­ło się zbyt dale­kie od praw­dy, że nie­któ­re ofia­ry mal­tre­to­wa­nia i zanie­dba­nia zosta­ły pocho­wa­ne w nie­ozna­czo­nych gro­bach – „nie­ofi­cjal­nych”, że tak powiem – przez nie­przy­ja­znych bia­łych nauczy­cie­li, admi­ni­stra­to­rów szkół.

        Innym waż­nym aspek­tem, o któ­rym nale­ży wspo­mnieć, jest to, że – jak sądzę, więk­szość Kana­dyj­czy­ków – ja rów­nież ufa­łem, że zale­d­wie kil­ka dni lub tygo­dni dzie­li nas od ujrze­nia praw­dzi­wych fizycz­nych dowo­dów wyko­pa­nych z zie­mi, więc nie mia­ło dla mnie więk­sze­go zna­cze­nia, że ​​pierw­si komen­ta­to­rzy swo­bod­nie pod­cho­dzi­li do  roz­róż­nie­nia mię­dzy dany­mi geo­ra­da­ro­wy­mi, a rze­czy­wi­sty­mi szczątkami.

        Kana­dyj­czy­kom powie­dzia­no, że daw­ny sad w Kam­lo­ops, w któ­rym zebra­no dane geo­ra­da­ro­we, był miej­scem zbrod­ni – miej­scem maso­wych mor­derstw i miej­scem spo­czyn­ku 215 dzieci.

        Zakła­da­łem, że gdy­by powie­dzia­no, iż powiedz­my, 215 zamor­do­wa­nych bia­łych dzie­ci zosta­ło pocho­wa­nych gdzieś w Toron­to, Otta­wie lub Van­co­uver, byli­by śled­czy i poli­cja  szu­ka­jąc na miej­scu szcząt­ków, któ­re mogły­by zostać prze­te­sto­wa­ne i ziden­ty­fi­ko­wa­ne. Tak więc natu­ral­nie zało­ży­łem, że to samo wkrót­ce sta­nie się w Kamloops.

        Wie­le nad­użyć ziden­ty­fi­ko­wa­nych w szko­le Kam­lo­ops Resi­den­tial Scho­ol i innych podob­nych do niej pocho­dzi z wcze­snych dekad zim­nej woj­ny. Ozna­cza to, że nie­któ­rzy spraw­cy tych rze­ko­mych zabójstw dzie­ci – to zna­czy pra­cow­ni­cy, któ­rzy byli zatrud­nie­ni w tych szko­łach – mogą nadal żyć. Być może ich zbrod­nie moż­na nawet zba­dać i roz­wią­zać, bada­jąc kości dzie­ci pocho­wa­nych obok sie­bie. Z pew­no­ścią nie szczę­dzo­no­by wysił­ków, aby natych­miast wycią­gnąć dowo­dy z zie­mi, tak aby spra­wy kar­ne mogły być roz­po­czę­te, zanim upływ cza­su pozwo­li zabój­com unik­nąć odpo­wie­dzial­no­ści za ich rasi­stow­ską krwa­wą łaźnię…

        Ale potem mija­ły tygo­dnie i mie­sią­ce 2021 roku. Wio­sna zamie­ni­ła się w lato, potem lato w jesień, a jesień w zimę i… nic się nie stało.

        Minę­ło już 14 mie­się­cy od pier­wot­ne­go komu­ni­ka­tu o domnie­ma­nych gro­bach w Kam­lo­ops i nie zna­le­zio­no żad­nych fizycz­nych dowo­dów. Żad­nych gro­bów. Żad­nych tru­pów. Żad­nych ludz­kich szcząt­ków. W rze­czy­wi­sto­ści, o ile wiem, poli­cja lub przy­wód­cy rdzen­nych Naro­dów Zjed­no­czo­nych nie podej­mu­ją żad­nych sys­te­ma­tycz­nych wysił­ków w celu roz­po­czę­cia takich prac.

        W koń­cu do opi­nii publicz­nej zaczę­ło docie­rać, że jest to bar­dzo dziw­ny spo­sób trak­to­wa­nia sce­ny zbrod­ni maso­we­go mor­der­stwa, a mimo to eks­per­ci i poli­ty­cy odmó­wi­li zmia­ny swo­je­go wcze­sne­go, apo­ka­lip­tycz­ne­go tonu.

        To zaś spro­wa­dza nas z powro­tem do gru­dnio­we­go komu­ni­ka­tu CBC, któ­ra poin­for­mo­wa­ła, że „odkry­cie nie­ozna­czo­nych gro­bów” było naj­więk­szą wia­do­mo­ścią kana­dyj­ską w 2021 roku.

        Już samo takie stwier­dze­nie utrwa­li­ło grzecz­ne kłam­stwo, do któ­re­go powtó­rze­nia zachę­co­no w tej czy innej for­mie więk­szość kana­dyj­skich dzien­ni­ka­rzy, że ​​jakaś zna­na licz­ba „nie­ozna­czo­nych gro­bów” zosta­ła napraw­dę „odkry­ta”. Praw­da była (i pozo­sta­je) taka, że licz­ba potwier­dzo­nych gro­bów wyno­si zero. O ile mi wia­do­mo, dzię­ki wyko­rzy­sta­niu geo­ra­da­ru, nikt nie zna­lazł żad­nych ludz­kich szcząt­ków – tj. czę­ści szkie­le­tu ani tka­nek z roz­kła­da­ją­cych się zwłok – ani w Kam­lo­ops, ani w żad­nej innej daw­nej szko­le z internatem.

        Więc tak, ta histo­ria praw­do­po­dob­nie kwa­li­fi­ko­wa­ła się jako „naj­więk­sza histo­ria roku w Kana­dzie” – ale nie w tym zakre­sie, w jakim była to opo­wieść o gro­bach. Była to raczej opo­wieść o stad­nych reak­cjach kana­dyj­skiej kla­sy inte­lek­tu­al­nej. Tysią­ce poli­ty­ków, pisa­rzy, nadaw­ców i akty­wi­stów przez mie­sią­ce two­rzy­ło cał­ko­wi­cie bez­pod­staw­ną ogól­no­kra­jo­wą nar­ra­cję, któ­rej nie zde­men­to­wa­no nawet wów­czas, gdy ich pochop­ne sądy  zde­rzy­ły się z rzeczywistością.

        Od ćwierć wie­ku zaj­mu­ję się dzien­ni­kar­stwem i byłem świad­kiem wie­lu dzi­wacz­nych kon­tro­wer­sji, ale nigdy nie byłem świad­kiem podob­ne­go zja­wi­ska. To jest, jak jeden z tych przy­kła­dów maso­wej histe­rii i popu­lar­nych złu­dzeń, o któ­rych czy­ta się w pod­ręcz­ni­kach do historii.

        W  2022 r. zaczę­ły jed­nak poja­wiać się gło­sy sprze­ci­wu. W lutym Fran­ces Wid­dow­son, ówcze­sna pro­fe­sor na Mount Roy­al Uni­ver­si­ty w Cal­ga­ry, napi­sa­ła arty­kuł do kon­ser­wa­tyw­nej ame­ry­kań­skiej publi­ka­cji, wyja­śnia­jąc, jak zbyt dale­ko idą­ce plot­ki i legen­dy miej­skie z lat 80. zda­ją się być pod­sta­wą sen­sa­cyj­nych twier­dzeń o Kam­lo­ops Resi­den­tial School.

        Nie­wiel­ki magazyn„Dorchester Review” opu­bli­ko­wał kry­tycz­ny arty­kuł Jacqu­es Rouil­lar­da  naukow­ca z Quebe­cu   zaty­tu­ło­wa­ny „W Kam­lo­ops nie zna­le­zio­no ani jed­ne­go cia­ła”. A w maju,   „Natio­nal Post” zamie­ścił tekst zna­ne­go felie­to­ni­sty Terry’ego Gla­vi­na, któ­ry prze­dzie­ra się przez skan­da­licz­nie spar­ta­czo­ne trak­to­wa­nie w mediach histo­rii nie­ozna­ko­wa­nych gro­bów, odkąd po raz pierw­szy zosta­ła ona ujaw­nio­na wio­sną 2021 roku. Gla­vin sta­rał się pod­kre­ślić, że głów­nym powo­dem tego sta­nu rze­czy było to, że dzien­ni­ka­rze się myli­li, spar­ta­czy­li spra­wę a nie, że rdzen­ni przy­wód­cy kła­ma­li na temat tego, w co wierzą.

        Arty­kuł Gla­vi­na był prze­ło­mo­wy, ponie­waż sta­no­wił pierw­sze, wyraź­ne potwier­dze­nie ze stro­ny głów­ne­go nur­tu kana­dyj­skich ser­wi­sów infor­ma­cyj­nych, że ory­gi­nal­na nar­ra­cja, do któ­rej wszy­scy zosta­li­śmy prze­ko­na­ni w 2021 roku, jest nie do utrzymania.

        Jak moż­na było prze­wi­dzieć, Gla­vin zapła­cił za to cenę. Kie­dy zapo­wie­dzia­no, że zosta­nie z nim prze­pro­wa­dzo­ny wywiad na ten temat  dla zna­ne­go pod­ca­stu z Toron­to, pre­zes kana­dyj­skiej agen­cji fede­ral­nej finan­su­ją­cej kul­tu­rę, Jes­se Wen­te, publicz­nie inter­we­nio­wał, naj­wy­raź­niej pró­bu­jąc unie­moż­li­wić prze­pro­wa­dze­nie roz­mo­wy. (Gospo­darz zare­ago­wał na ten nie­zwy­kły roz­wój wyda­rzeń, nie­śmia­ło zapew­nia­jąc Wen­te, że przy­dzie­li seg­ment inne­mu dziennikarzowi.)

___________________

I wish you’d reconsider.

I’m not sure you’re equ­ip­ped to have this discus­sion, not am I convin­ced your guest can have a good faith conver­sa­tion on the matter.

        I wish you’d con­si­der what harm reduc­tion might look like in the­se situ­ations from a media per­spec­ti­ve. Is it this?

— Jes­se Wen­te (@jessewente) May 30, 2022

_______________________

        W przy­pad­ku Wid­dow­son, jej uni­wer­sy­tet zwol­nił ją po tym, jak opo­wie­dzia­ła o dez­in­for­ma­cji na temat  nie­ozna­ko­wa­nych gro­bów funk­cjo­nu­ją­cej w kana­dyj­skich krę­gach uniwersyteckich.

        Z kolei arty­kuł prof. Rouil­lar­da w Dorche­ster Review spo­tkał się z potę­pie­niem ze stro­ny nie kogo inne­go, jak fede­ral­ne­go mini­stra ds. sto­sun­ków mię­dzy Koro­ną a lud­no­ścią rdzen­ną, Mar­ca Mil­le­ra, któ­ry skry­ty­ko­wał jaki­kol­wiek scep­ty­cyzm wobec nar­ra­cji o gro­bach, jako „upior­ny” i „pona­wia­ją­cy trau­mę ocalałych”.

        Co szo­ku­ją­ce, Mil­ler rów­nież uznał arty­kuł­za  „część nega­cjo­ni­zmu” – jak gdy­by zrów­nu­jąc moral­nie auto­ra z nega­cjo­ni­sta­mi Holo­kau­stu. (Mil­ler nie odniósł się kon­kret­nie do arty­ku­łu, ale przed­miot jego reto­ry­ki był cał­ko­wi­cie jasny). Bio­rąc to wszyst­ko pod uwa­gę, nie powin­no dzi­wić, że przy­naj­mniej jeden eks­pert (któ­re­go toż­sa­mość jest zna­na Gla­vi­no­wi, ale nie mnie) zde­cy­do­wał się opu­bli­ko­wać swo­ją obszer­ną kry­ty­kę anonimowo .

        War­to pod­kre­ślić, że żaden sza­nu­ją­cy się nauko­wiec ani dzien­ni­karz nie zaprze­cza fak­to­wi, że tysią­ce dzie­ci zmar­ło pod­czas uczęsz­cza­nia do kana­dyj­skich szkół rezy­den­cyj­nych (ostat­nia z nich zosta­ła zamknię­ta w latach 90.).

        Kry­ty­ka pod­su­mo­wa­na w powyż­szych aka­pi­tach ogra­ni­cza się raczej do kon­kret­ne­go twier­dze­nia, że ​​osta­tecz­ne miej­sca spo­czyn­ku setek, a nawet tysię­cy mar­twych dzie­ci rdzen­nych miesz­kań­ców zosta­ły ziden­ty­fi­ko­wa­ne w cią­gu ostat­nich 14 mie­się­cy za pomo­cą georadaru.

        Nawet naj­bar­dziej reno­mo­wa­ne media cza­sa­mi się mylą. W więk­szo­ści wypad­ków publi­ku­ją jed­nak spro­sto­wa­nia i wyja­śnie­nia, jeśli kry­tyk wery­fi­ku­ją­cy fak­ty przed­sta­wi dowo­dy na dzien­ni­kar­ski błąd. W szcze­gól­nie rażą­cych przy­pad­kach mogą nawet cał­ko­wi­cie wyco­fać arty­kuł. Ale histo­ria nie­ozna­czo­nych gro­bów jest nie­zwy­kła – a może nawet wyjąt­ko­wa – ponie­waż fał­szy­wa rela­cja funk­cjo­no­wa­ła w całym kana­dyj­skim kra­jo­bra­zie dzien­ni­kar­skim od dnia, w któ­rym histo­ria zosta­ła ujaw­nio­na i nie ogra­ni­cza się do jed­nej publi­ka­cji, ani nawet do jed­ne­go rodza­ju publikacji.

        Ta napę­dza­ny instynk­tem stad­nym histe­ria spo­łecz­na zaowo­co­wa­ła prze­wrot­ną struk­tu­rą moty­wa­cyj­ną u dzien­ni­ka­rzy, przez co żad­ne media nie były zain­te­re­so­wa­ne wyco­fa­niem się ze swo­ich wcze­śniej opu­bli­ko­wa­nych dez­in­for­ma­cji, ponie­waż każ­dy  mógł unik­nąć kry­ty­ki  wska­zu­jąc na (rów­nie błęd­ną) pra­cę kole­gów. Po co brać na sie­bie cios szko­dzą­cy repu­ta­cji, któ­ry idzie w parze z przy­zna­niem się do wła­snych błę­dów, sko­ro wszy­scy twoi kon­ku­ren­ci i tak milczą?

        Ta struk­tu­ra moty­wa­cyj­na wyja­śnia, dla­cze­go trak­to­wa­nie dysy­den­tów, takich jak Gla­vin, jest tak suro­we: jeśli nawet kil­ku nie­licz­nych publi­cy­stów wyła­mu­je się z sze­re­gu, utrud­nia to wszyst­kim innym (w tym poli­ty­kom, takim jak Justin Tru­de­au, któ­ry w spra­wie nie­ozna­ko­wa­nych gro­bów poszedł na całość) uni­kać kry­ty­ki i odpowiedzialności.

        Uwa­żam, że wła­śnie dla­te­go przed­sta­wi­cie­le insty­tu­cji, tacy jak Mil­ler i Wen­te, pró­bo­wa­li oczer­nić Rouil­lar­da i Gla­vi­na, co mia­ło na celu zastra­sze­nie innych dziennikarzy.

        W koń­cu w grę mogą wcho­dzić pie­nią­dze. War­to zauwa­żyć, że Wen­te kie­ru­je fede­ral­nym orga­nem, któ­ry corocz­nie prze­ka­zu­je 500 milio­nów dola­rów kana­dyj­skiej kla­sie twór­czej, a Mil­ler słu­ży rzą­do­wi, któ­ry dotu­je kana­dyj­skich dzien­ni­ka­rzy kwo­tą oko­ło 700 milio­nów dola­rów rocz­nie. Napięt­no­wa­nie przez urzęd­ni­ka pań­stwo­we­go może nara­zić two­ją dział­kę tych pie­nię­dzy na ryzyko.

        Zda­ję sobie spra­wę, że wszyst­ko to, o czym tu mówię, może się wyda­wać  zwią­za­ne jedy­nie z pro­win­cjo­nal­ną sce­ną medial­ną Kana­dy, o któ­rej wia­do­mo, że nawet w naj­lep­szych cza­sach dzia­ła w ama­tor­ski, stad­ny spo­sób. Ale jeśli cho­dzi o histo­rię o nie­ozna­ko­wa­nych gro­bach, naj­bar­dziej wpły­wo­wym (i, jak sądzę, nie­od­po­wie­dzial­nym) nagła­śnia­czem wca­le nie był kana­dyj­ski organ, ale  „New York Times”. Arty­ku­ły w tej gaze­cie peł­ne są cał­ko­wi­cie oczy­wi­stych błę­dów od dnia, w któ­rym histo­ria po raz pierw­szy ujrza­ła świa­tło dzien­ne. Żaden z tych błę­dów nie został popra­wio­ny, mimo upły­wu ponad roku od pier­wot­nej publikacji.

        I żeby było jasne: nie mówię tu o błę­dach w tonie, akcen­to­wa­niu, odcie­niach zna­cze­nio­wych czy prze­ocze­niach. Mówię o cał­ko­wi­cie fał­szy­wych infor­ma­cjach w sty­lu Trump wygrał wybo­ry 2020 r. – co nie­któ­rzy nazy­wa­ją „fake newsami”.

        Naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­ne było to, że 28 maja 2021 r., to „Times” poin­for­mo­wał świat, że w Kana­dzie doszło do odkry­cia „maso­we­go gro­bu”. Jest to twier­dze­nie, któ­re ist­nie­je – do dziś – w nagłów­ku nad arty­ku­łem napi­sa­nym przez  doświad­czo­ne­go  kore­spon­den­ta Iana Auste­na, w któ­rym repor­ter rela­cjo­nu­je, że „rdzen­na spo­łecz­ność w Kolum­bii Bry­tyj­skiej twier­dzi, iż zna­la­zła dowo­dy na… maso­wy grób.”

        Praw­da jest taka, że ​​żad­na rdzen­na spo­łecz­ność nic takie­go nie twier­dzi­ła. W rze­czy­wi­sto­ści przy­wód­czy­ni spo­łecz­no­ści Pierw­szych Naro­dów, do któ­rej odno­sił się Austen, Rosan­ne Casi­mir z Tk’emlúps te Secwépemc, wyraź­nie powie­dzia­ła mediom, że nie ma maso­we­go gro­bu i zre­zy­gno­wa­ła z uży­wa­nia tego terminu.

        Nie­wiel­ka garst­ka innych gazet, któ­re wydru­ko­wa­ły jakąś wer­sję błęd­nych wia­do­mo­ści „ Time­sa”, obej­mo­wa­ła „ Toron­to Star ”, któ­re­go redak­cja, co trze­ba przy­znać na korzyść, szyb­ko napra­wi­ła błąd; oraz „Washing­ton Post” , któ­ry nie tyl­ko napra­wił błąd, ale tak­że zamie­ścił notat­kę redak­to­ra na górze arty­ku­łu, w peł­ni opi­su­jąc pier­wot­ną pomył­kę gaze­ty. Tym­cza­sem „ Times” wciąż zamiesz­cza w nagłów­ku pier­wot­ny błąd o maso­wych grobach .

        Ta rze­ko­ma bom­ba „Time­sa” – i prze­ra­ża­ją­cy obraz, do jakie­go się odwo­łu­je, przed­sta­wia­ją­cy zwło­ki uło­żo­ne jak kło­dy drew­na,  w jakiejś strasz­nej sce­nie w Bośni lub Rwan­dzie – co było łatwe do prze­wi­dze­nia — tra­fi­ła do obie­gu wia­do­mo­ści świa­to­wych, dając dyk­ta­to­rom szan­sę na znie­wa­ża­nie Kana­dy, przy jed­no­cze­snym pomniej­sza­niu zna­cze­nia ich wła­sne­go łama­nia  praw czło­wie­ka i okru­cieństw. To prze­cież było napi­sa­ne w „New York Times” , a nie w jakimś lokal­nym bru­kow­cu. Wkrót­ce po tym, jak „Times”  nadał ton nar­ra­cji, Tru­de­au naka­zał opu­ścić kana­dyj­skie fla­gi do poło­wy masz­tu (gdzie mia­ły pozo­stać, co nie­wia­ry­god­ne, przez ponad pięć mie­się­cy) i dra­ma­tycz­nie uklęk­nął przed kame­ra­mi na jed­no kola­no, aby umie­ścić plu­szo­we­go misia w miej­scu byłej szko­ły rezy­denc­kiej w Saskatchewanie.

        Dzien­ni­kar­stwo to pierw­szy szkic histo­rii. I moż­na łatwo zro­zu­mieć, w jaki spo­sób  w tym pierw­szym arty­ku­le w Times zna­la­zły się błę­dy, zwłasz­cza bio­rąc pod uwa­gę, że wstęp­ne rapor­ty o odkry­ciach geo­ra­da­ro­wych w Kam­lo­ops były publi­ko­wa­ne wraz ze stwier­dze­nia­mi, iż dane są zgod­ne z tra­dy­cją ust­ną prze­ka­zy­wa­ną przez (nie poda­nych z imie­nia) rdzen­nych „straż­ni­ków wiedzy ”.

        W sytu­acji wście­kłe­go, naro­do­we­go roz­dzie­ra­nia szat wiel­kiej dzien­ni­kar­skiej odwa­gi, wyma­ga­ło­by wska­za­nie, że bez wzglę­du na pocho­dze­nie etnicz­ne spo­łecz­no­ści prze­cho­wu­ją­cej wie­dzę, krą­żą­ce lokal­nie wspo­mnie­nia o nie­ozna­czo­nych gro­bach dzie­ci nie sta­no­wią dowo­dów porów­ny­wal­nych z ludz­ki­mi kość­mi i tkan­ka­mi wydo­by­ty­mi z ziemi.

        Oka­za­ło się, że tekst z 28 maja nie był odosob­nio­nym błę­dem. Dzie­sięć dni póź­niej ten sam repor­ter „Time­sa ” napi­sał kolej­ną kore­spon­den­cję , któ­ra do dziś nosi pod­ty­tuł o „odkry­ciu szcząt­ków setek dzie­ci” i podob­nie jak jego pierw­sza kore­spon­den­cja  jest cał­ko­wi­cie błęd­na; nie odkry­to żad­nych „szcząt­ków”.

        W tek­ście Ian Austen twierdz, że „szcząt­ki ponad 1000 osób, w więk­szo­ści dzie­ci, zosta­ły odkry­te na tere­nie trzech daw­nych szkół rezy­den­cyj­nych w dwóch pro­win­cjach Kana­dy”, stwier­dze­nie to jest rów­nież cał­ko­wi­cie nie­praw­dzi­we; i że „szcząt­ki 200 osób, głów­nie dzie­ci, zna­le­zio­no w nie­ozna­czo­nych gro­bach na tere­nie byłej szko­ły z inter­na­tem w Kolum­bii Bry­tyj­skiej”, co zno­wu jest cał­ko­wi­cie fał­szy­we. W pew­nym momen­cie Austen infor­mu­je nas, że „w lip­cu ple­mię Pene­la­kut w Kolum­bii Bry­tyj­skiej poin­for­mo­wa­ło, że odkry­ło oko­ło 160 nie­udo­ku­men­to­wa­nych i nie­ozna­ko­wa­nych grobów”.

        Jak twier­dzi Gla­vin, Ple­mię Pene­la­kut, mówi­ło co innego.

        Dwa tygo­dnie póź­niej Austen i dru­gi kore­spon­dent „Time­sa” z Kana­dy , Dan Bile­fsky, napi­sa­li trze­ci arty­kuł, ten opu­bli­ko­wa­ny pod (zno­wu cał­ko­wi­cie fał­szy­wym) nagłów­kiem: „Set­ki kolej­nych nie­ozna­ko­wa­nych gro­bów zna­le­zio­nych w daw­nej szko­le miesz­kal­nej w Kanadzie ”.

        Ten arty­kuł infor­mu­je nas, że „nie­daw­ne odko­pa­nie szcząt­ków w Kana­dzie odbi­ło się echem na całym świe­cie”, trze­ba być nie lada łobu­zem, by zesta­wić cał­ko­wi­cie fał­szy­we twier­dze­nie, że doszło do jakiej­kol­wiek eks­hu­ma­cji,  z cał­ko­wi­cie traf­ną obser­wa­cją, że histo­ria przy­cią­gnę­ła mię­dzy­na­ro­do­wą uwa­gę – a to głów­nie dzię­ki nie­praw­dzi­wym donie­sie­niom „Time­sa”.

        Ponie­waż sama spo­łecz­ność Tk’emlúps doma­ga się obec­nie wyja­śnie­nia tego, co tak napraw­dę leży pod powierzch­nią zie­mi, cie­ka­wie będzie zoba­czyć, jak Austen i Bile­fsky pra­cu­ją nad kolej­ny­mi arty­ku­ła­mi – jako że ci dwaj dzien­ni­ka­rze mają teraz za zada­nie prze­ka­zać swo­im roz­mpw­com z Tk’emlúps infor­ma­cje o wszyst­kich szcząt­kach zmar­łych krew­nych, któ­re według tych repor­te­rów zosta­ły odkry­te co naj­mniej rok temu i praw­do­po­dob­nie spo­czy­wa­ją teraz w jakimś tajem­ni­czym  miejscu.

        Pod­ty­tuł tego arty­ku­łu w „Time­sie” infor­mu­je nas, że „Gru­pa tubyl­ców twier­dzi, iż szcząt­ki aż 751 osób, głów­nie dzie­ci, zna­le­zio­no w nie­ozna­ko­wa­nych gro­bach na tere­nie daw­nej szko­ły z inter­na­tem w Saskat­che­wan”. W prze­ci­wień­stwie do innych przy­kła­dów, któ­re wymie­ni­łem, w tym przy­naj­mniej dzien­ni­ka­rze Time­sa przy­pi­su­ją swo­je infor­ma­cje stro­nie trze­ciej. Ale nawet tutaj, arty­kuł nie zauwa­ża, że ​​kana­dyj­skie Naro­do­we Cen­trum Praw­dy i Pojed­na­nia (Natio­nal Cen­tre for Truth and Recon­ci­lia­tion) iden­ty­fi­ku­je tyl­ko dzie­wię­cio­ro dzie­ci z tej insty­tu­cji – Marie­val Indian Resi­den­tial Scho­ol – któ­re zmar­ły pod­czas całe­go stu­let­nie­go okre­su jej funk­cjo­no­wa­nia. Jest to fakt, któ­ry nasu­wa wie­le wąt­pli­wo­ści co do twier­dze­nia przed­sta­wio­ne­go w sen­sa­cyj­nym  nagłów­ku „Time­sa”.

        Zda­ję sobie spra­wę, że repor­te­rzy zazwy­czaj nie piszą wła­snych nagłów­ków. Ale tych błę­dów „Time­sa” nie moż­na zło­żyć na karb żad­ne­go edy­to­ra, ponie­waż wykra­cza­ją dale­ko poza pra­cę edy­tor­ską. Na przy­kład, tekst arty­ku­łu z 24 czerw­ca (fał­szy­wie) infor­mu­je nas, że „szcząt­ki 215 dzie­ci zna­le­zio­no w nie­ozna­ko­wa­nych gro­bach na tere­nie [byłej] pro­wa­dzo­nej przez Kościół szko­ły dla rdzen­nych uczniów w Kolum­bii Bry­tyj­skiej. ” To zda­nie zawie­ra zarów­no jed­no­znacz­nie fał­szy­we stwier­dze­nie, że zna­le­zio­no „szcząt­ki 215 dzie­ci”, jak i fik­cję że ​​szcząt­ki te zna­le­zio­no w „nie­ozna­czo­nych grobach”.

        Cha­rak­ter błę­dów róż­ni się w zależ­no­ści od tek­stu. Ale wszyst­kie te tek­sty są do sie­bie podob­ne w tym, że ​​rażą­co prze­ina­cza­ją cha­rak­ter infor­ma­cji, któ­re zosta­ły ogło­szo­ne w maju 2021 roku i póź­niej. Jak zauwa­żo­no powy­żej, nowe odkry­cia przed­sta­wio­ne przez rdzen­ne gru­py nie ziden­ty­fi­ko­wa­ły gro­bów, ciał ani szcząt­ków ludz­kich, ale raczej prze­miesz­cze­nia grun­tu, któ­re mogą, ale nie muszą być zwią­za­ne z pochów­kiem ludzi. I jak eks­per­ci geo­ra­da­ro­wi ostrze­ga­ją, odkąd tech­no­lo­gia ta po raz pierw­szy zaczę­ła być uży­wa­na przez funk­cjo­na­riu­szy poli­cji i arche­olo­gów wie­le lat temu, takie dys­lo­ka­cje mogą pocho­dzić od sta­rych rowów melio­ra­cyj­nych czy prze­ko­pów. Obszar, na któ­rym zare­je­stro­wa­no dane geo­ra­da­ro­we Kam­lo­ops, był przez dzie­się­cio­le­cia wyko­rzy­sty­wa­ny rol­ni­czo, co ozna­cza, że ​​każ­dy, kto szu­ka gro­bów w tej oko­li­cy, jest nara­żo­ny na wszel­kie­go rodza­ju fał­szy­we alarmy.

        I nawet, jeśli któ­re­kol­wiek z tych prze­miesz­czeń oka­że się wska­zy­wać na obec­ność gro­bów, skla­sy­fi­ko­wa­nie ich jako „nie­ozna­czo­nych” może nie być pro­ste. Jak powszech­nie zauwa­żo­no, sta­ry grób, któ­ry nie nosi żad­nych ozna­czeń w 2022 roku, nie­ko­niecz­nie był „nie­ozna­czo­ny” w cza­sie pochów­ku, ponie­waż szyb­ko nisz­cze­ją­ce drew­nia­ne krzy­że były powszech­nie uży­wa­ne w nagrob­kach ziem­nych jesz­cze przez wie­le dekad XX wieku.

        Dodat­ko­wą kom­pli­ka­cją jest to, że wie­le cmen­ta­rzy znaj­du­ją­cych się na tere­nie szko­ły rezy­den­cyj­nej lub w jej pobli­żu było użyt­ko­wa­nych zarów­no przez  spo­łecz­no­ści tubyl­cze, jak i nie­rdzen­ne. Na przy­kład Cad­mus Delor­me, szef Cowes­sess First Nation w Saskat­che­wan, gdzie Tru­de­au urzą­dził swo­ją uro­czą sesję zdję­cio­wą plu­szo­we­go misia, powie­dział mediom kate­go­rycz­nie: „To jest gro­bo­wiec rzym­sko­ka­to­lic­ki. To nie jest miej­sce pochów­ku szko­ły rezydencyjnej”.

        Jest cał­ko­wi­cie moż­li­we, że nie­ozna­czo­ne, nie­zna­ne wcze­śniej gro­by pew­ne­go dnia zosta­ną osta­tecz­nie ziden­ty­fi­ko­wa­ne w Kam­lo­ops i innych byłych szko­łach z inter­na­ta­mi, i że takie gro­by zawie­ra­ją­ce  szcząt­ki uczniów szkół miesz­ka­nio­wych zosta­ną następ­nie odkry­te, ale ani Austen, ani Bile­fsky, ani nikt inny nie przed­sta­wił jesz­cze infor­ma­cji na popar­cie twier­dze­nia, że ​​te dowo­dy zosta­ły już zebrane.

        A kie­dy zwró­ci­łem, się do „Time­sa”, aby wyja­śnić, w jaki spo­sób ich repor­te­rzy doszli do tak spe­ku­la­cyj­nych wnio­sków, w ramach odpo­wie­dzi otrzy­ma­łem jedy­nie oświad­cze­nie pra­cow­ni­ka kor­po­ra­cji, któ­re brzmia­ło: „Jeste­śmy pew­ni dokład­no­ści naszych rapor­tów. Wszyst­kie nasze arty­ku­ły wyja­śnia­ją, że odkry­cia na cmen­ta­rzy­sku opie­ra­ją się na ana­li­zie rada­ru pene­tru­ją­ce­go grunt, a odkry­cia te są popar­te ekspertyzą”.

        Ian Austen nie jest mi obcy. Pozna­łem go i od cza­su do cza­su roz­ma­wia­li­śmy w mediach spo­łecz­no­ścio­wych i e‑mailach o histo­riach będą­cych przed­mio­tem wspól­ne­go zain­te­re­so­wa­nia. Jest uta­len­to­wa­nym i odda­nym dzien­ni­ka­rzem, któ­re­go pra­ce z uzna­niem czy­tam od wie­lu lat. To jeden z powo­dów, dla któ­rych go wyróż­niam, sko­ro jest tak wie­lu innych dzien­ni­ka­rzy, któ­rych mogę wymie­nić: mówi to wie­le o głę­bi spo­łecz­nej histe­rii wokół histo­rii o nie­ozna­ko­wa­nych gro­bach, histe­rii tak wiel­kiej, że nawet repor­ter o ran­dze Auste­na został zmu­szo­ny do porzu­ce­nia wyso­kich stan­dar­dów, któ­rych prze­strze­ga w innych swych pracach.

        Nie wie­rzę, że kto­kol­wiek w „Time­sie” celo­wo posta­no­wił kła­mać. Wyda­je się bar­dziej praw­do­po­dob­ne, że instynk­tow­nie uwie­rzy­li, na pew­nym pozio­mie intu­icji, że dane geo­ra­da­ro­we sygna­li­zu­ją ist­nie­nie ofiar mor­derstw na dzie­ciach. Potrak­to­wa­li to jako obja­wio­ną praw­dę moral­ną i wyobra­ża­li sobie, że mają obo­wią­zek wyko­rzy­stać swo­ją plat­for­mę do roz­po­wszech­nia­nia tego na całym świe­cie, bro­niąc praw rdzen­nych miesz­kań­ców i edu­ku­jąc Kana­dyj­czy­ków o mrocz­nym dzie­dzic­twie ich histo­rii. Wie­lu innych dzien­ni­ka­rzy zro­bi­ło dokład­nie to samo i tym samym dało się porwać zbio­ro­we­mu fer­wo­ro­wi. Teraz, gdy histo­ria nie poto­czy­ła się tak, jak im mówi­ło prze­świad­cze­nie są zawsty­dze­ni per­spek­ty­wą przy­zna­nia się do błędu.

        Praw­dę mówiąc, praw­do­po­dob­nie nie ma więk­sze­go zna­cze­nia, czy „Times” kie­dy­kol­wiek zacznie kory­go­wać te błę­dy, ponie­waż Kana­dyj­czy­cy nie dostrze­gli rażą­ce­go bra­ku fizycz­nych dowo­dów na popar­cie twier­dzeń, któ­re po raz pierw­szy usły­sze­li w poło­wie 2021 r. . Wie­lu jed­nak czu­je się oszu­ka­nych opo­wie­ścią o nie­ozna­ko­wa­nych gro­bach, zwłasz­cza bio­rąc pod uwa­gę to, w jaki spo­sób zosta­ła ona nagła­śnia­na, zarów­no w Kana­dzie, jak i poza nią, jako pre­tekst do nisz­cze­nia twe­go kra­ju. W cią­gu minio­nych 14 mie­się­cy nie tyl­ko „Times” , ale i bran­ża dzien­ni­kar­ska jako całość stra­ci­ła znacz­ną część zaufa­nia i sym­pa­tii, jaką darzy­li ją czy­tel­ni­cy i widzowie.

        Tym­cza­sem może się oka­zać, że naj­bar­dziej na tym całym smut­nym epi­zo­dzie  stra­cą sami rdzen­ni miesz­kań­cy. Bio­rąc pod uwa­gę, jak strasz­ne trak­to­wa­no człon­ków Rdzen­nych Naro­dów, Eski­mo­sów i Mety­sów w histo­rii Kana­dy, z pew­no­ścią nie bra­ku­je praw­dzi­wych dowo­dów na doświad­czo­ne okru­cień­stwa, któ­re wciąż cze­ka­ją na odkry­cie przez bada­czy. Wyda­je się nie­unik­nio­ne, że pew­ne­go dnia rze­czy­wi­ste ofia­ry ujrzą świa­tło dzien­ne – auten­tycz­ne, nie­pod­wa­żal­ne dowo­dy na praw­dzi­we histo­rycz­ne okru­cień­stwo, któ­re wcze­śniej było nie­zna­ne lub nie­ja­sne. Jeśli wte­dy dzien­ni­ka­rze i poli­ty­cy nagle zoba­czą, że nie są w sta­nie wzbu­dzić zain­te­re­so­wa­nia i sym­pa­tii wśród zbla­zo­wa­nej, nie­uf­nej kana­dyj­skiej opi­nii publicz­nej, to nie uda­waj­my, że nie będzie­my wie­dzieć, dlaczego.

Jona­than Kay 

https://quillette.com/

Autor jest redak­to­rem Quil­let­te i gospo­da­rzem pod­ca­stów, współ­pra­cow­ni­kiem Natio­nal Post oraz człon­kiem rady dorad­czej FAIR.