Już daw­no nie było w Pol­sce tak uro­czy­stej uro­czy­sto­ści. Inna rzecz, że nie było spe­cjal­nych powo­dów, bo wpraw­dzie rząd “dobrej zmia­ny” odno­sił suk­ce­sy, jed­nak nie były one spe­cjal­nie spek­ta­ku­lar­ne, potem była epi­de­mia, któ­ra oczy­wi­ście też dostar­czy­ła rzą­do­wi “dobrej zmia­ny” mnó­stwa oka­zji do suk­ce­sów, ale mia­ły one rów­nież licz­ne plu­sy ujem­ne, więc nie bar­dzo wypa­da­ło z takich powo­dów się nady­mać. Poza tym w ogó­le brnie­my od suk­ce­su do suk­ce­su, więc przez te lata ludzie się do nich przy­zwy­cza­ili i byle suk­ces niko­go nie raj­cu­je. Teraz jed­nak była oka­zja wyjąt­ko­wa. Po pierw­sze, “wsta­wio­no klam­kę na przy­stan­ku w Cisach”. Podob­ne uro­czy­sto­ści  odby­wa­ły się rów­nież za sana­cji, o czym zaświad­cza powyż­szy frag­ment wier­szy­ka, gdzie mówi się też, że “o Bato­rym grzmia­ły sena­to­ry”. Po dru­gie – uro­czy­stość nawią­zy­wa­ła rów­nież do chlub­nej tra­dy­cji PRL, kie­dy to prze­ci­na­no wstę­gi nowych inwe­sty­cji nie byle jak, tyl­ko w spe­cjal­nie wybra­nych momen­tach, nawią­zu­ją­cych do róż­nych histo­rycz­nych wyda­rzeń. W związ­ku z tym wyko­naw­cy nie zawsze mogli zdą­żyć na czas, więc po uro­czy­stym otwar­ciu inwe­sty­cyj­ny mozół był kon­ty­nu­owa­ny cza­sa­mi nawet przez dłuż­szy czas – ale o tym nie trze­ba było już gło­śno mówić. Tym razem wpraw­dzie prze­kop przez Mie­rze­ję Wiśla­ną – bo o nim tu mowa —  już był wyko­na­ny, więc 17 wrze­śnia, w rocz­ni­cę “wkro­cze­nia” Armii Czer­wo­nej na tery­to­rium Pol­ski moż­na było uro­czy­stość roz­po­cząć, cho­ciaż oczy­wi­ście to i owo pozo­sta­ło jesz­cze do zro­bie­nia, przede wszyst­kim – pogłę­bie­nie toru wod­ne­go do Elblą­ga, bez cze­go cała inwe­sty­cja mia­ła­by zna­cze­nie przede wszyst­kim sym­bo­licz­ne. Cho­dzi o to, że dzię­ki prze­ko­po­wi pol­skie jach­ty i stat­ki nie będą musia­ły z Zale­wu Wiśla­ne­go pły­nąć na Bał­tyk przez znaj­du­ją­cą się już pod dyk­ta­tem Rosji  Cie­śni­nę Pilaw­ską, tyl­ko bez­po­śred­nio. Dzię­ki temu moż­na było nadać uro­czy­stej uro­czy­sto­ści ran­gę odpo­wia­da­ją­cą odzy­ska­niu przez Pol­skę dostę­pu do morza, no i oczy­wi­ście przy tej oka­zji poka­zać znie­na­wi­dzo­nej Rosji gest Koza­kie­wi­cza. Oczy­wi­ście obóz zdra­dy i zaprzań­stwa, zamiast pod­dać się ogól­ne­mu entu­zja­zmo­wi, wyna­jął eks­per­ta z Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, któ­ry obfi­cie syp­nął pia­skiem w szpry­chy roz­pę­dza­ją­ce­go się paro­wo­zu dzie­jów wyli­cza­jąc, że kosz­tu­ją­ca dwa miliar­dy zło­tych inwe­sty­cja może się zwró­cić po… tysiącu lat, a i to pod warun­kiem, że port w Elblą­gu będzie uzy­ski­wał docho­dy na pozio­mie 2 mln zło­tych rocz­nie, na co chy­ba się nie zano­si. Ale – jak pisze poeta — “gdy wła­dzę twór­czy szał ogar­nie, to nie ma dla niej rze­czy trudnej”.

   Nie tyl­ko zyski się liczą. Przede wszyst­kim liczy się suk­ces, zwłasz­cza w sytu­acji, gdy Niem­cy zaczę­ły reago­wać na zaczep­ki w spra­wie repa­ra­cji uru­cho­mie­niem agen­tu­ry BND w tubyl­czej bez­pie­ce, któ­ra natych­miast wykry­ła, że PiS jest ruską agen­tu­rą, a przy oka­zji wydo­by­ła na świa­tło dzien­ne rewe­la­cje, jako­by Anto­ni Macie­re­wicz ukry­wał eks­per­ty­zy  nie­wy­god­ne dla zało­żo­nej tezy o zama­chu, a w dodat­ku – eks­per­ty­zy ame­ry­kań­skie, co gra­ni­czy ze świę­to­kradz­twem. Ta zata­jo­na eks­per­ty­za ma gło­sić, że w Smo­leń­sku nie było żad­ne­go zama­chu, tyl­ko zwy­czaj­na kata­stro­fa, a nie­trud­no się domy­ślić, że ujaw­nie­nie takiej kon­klu­zji godzi­ło­by z same pod­sta­wy kul­tu pre­zy­den­ta Lecha Kaczyń­skie­go, któ­ry ma w Pol­sce chy­ba tyle samo pomni­ków, co mar­sza­łek Piłsudski.

        Nie­za­leż­nie od tego nie­miec­ki kanc­lerz zaczął robić alu­zje do pol­sko-nie­miec­kiej gra­ni­cy. Czy w ten spo­sób nawią­zał do wąt­ku, jaki prze­wi­ja się w uza­sad­nie­niu spra­wy repa­ra­cji – że mia­no­wi­cie zrze­cze­nia się ich w roku 1953 doko­nał rząd mario­net­ko­wy, taki sam, jak cała PRL, a więc te decy­zje są ipso fac­to nie­waż­ne? Wyobra­żam sobie, jak tego rodza­ju rozu­mo­wa­nie musi cie­szyć Niem­cy – bo prze­cież uzna­nie gra­ni­cy na Odrze i Nysie przez RFN, a kon­kret­nie – przez kanc­le­rza Brand­ta, mia­ło miej­sce w roku 1970, kie­dy PRL trwa­ła w naj­lep­sze. Miej­my jed­nak nadzie­ję, że na te ultra­de­mo­kra­tycz­ne i ultra­pa­trio­tycz­ne wąt­ki argu­men­ta­cji “repa­ra­cyj­nej” Naczel­nik Pań­stwa nało­ży sur­dy­nę tym bar­dziej, że jeden suk­ces już odniósł. Mia­no­wi­cie pod­czas sej­mo­wej deba­ty nad pro­gra­mem “dąże­nia” do repa­ra­cji, wszyst­kie klu­by i koła par­la­men­tar­ne gło­so­wa­ły za uchwa­łą w oba­wie, że w prze­ciw­nym razie zosta­ną oskar­żo­ne o zdra­dę naro­du pol­skie­go, któ­ry tak wie­le wycier­piał. Na razie to chy­ba Naczel­ni­ka ude­lek­to­wa­ło, bo dotych­czas rząd nie wysto­so­wał pod adre­sem rzą­du nie­miec­kie­go żad­nej for­mal­nej noty, podob­nie zresz­tą, jak nie uczy­nił tego przez ostat­nie sie­dem lat.

REKLAMA

        Co inne­go pan pre­zy­dent Duda. Naj­wy­raź­niej będąc pod wra­że­niem uro­czy­stej uro­czy­sto­ści nad prze­ko­pem Mie­rzei Wiśla­nej wyra­ził pogląd, że Pol­ska mogła­by też “dążyć” do uzy­ska­nia sto­sow­nych repa­ra­cji rów­nież od Rosji, na co rosyj­ski rzecz­nik odpo­wie­dział, że Rosja może zacząć roz­li­cze­nia od XVI wieku.

        Zwra­cam tedy uwa­gę, że ogło­szo­ny przez Naczel­ni­ka pro­gram “dąże­nia” nie ozna­cza wca­le pra­gnie­nia uzy­ska­nia repa­ra­cji. Myślę, że sam Naczel­nik w głę­bi duszy w to nie wie­rzy, nato­miast “dąże­nie” — aaa, to co inne­go! Moż­na to robić przez całe lata, a – jak poka­za­ło sej­mo­we gło­so­wa­nie nad wspo­mnia­ną uchwa­łą – ten moral­ny szan­taż na razie jest bar­dzo sku­tecz­ny, więc daje Naczel­ni­ko­wi spo­rą swo­bo­dę manew­ru nawet w sytu­acji, gdy sta­re kiej­ku­ty zosta­ły przez BND zmo­bi­li­zo­wa­ne do ope­ra­cji odwetowej.

        Uro­czy­sta uro­czy­stość na Mie­rzei Wiśla­nej była jak­by wstę­pem do naj­waż­niej­sze­go wyda­rze­nia towa­rzy­skie­go w ska­li świa­to­wej, jakie mia­ło miej­sce dwa dni póź­niej. Mówię oczy­wi­ście o pogrze­bie kró­lo­wej Elż­bie­ty II, na któ­ry zje­cha­li wszy­scy waż­nia­cy z całe­go świa­ta – oczy­wi­ście z wyjąt­kiem zim­ne­go ruskie­go cze­ki­sty Puti­na, któ­ry wraz z inny­mi rosyj­ski­mi dygni­ta­rza­mi, został z pogrze­bu odpro­szo­ny. Pew­ną dla nie­go pocie­chą może być to, że tej gory­czy nie prze­ży­wał sam, tyl­ko dzie­lił ją z człon­kiem kró­lew­skiej rodzi­ny, księ­ciem Har­rym, któ­re­go król Karol III odpro­sił z uro­czy­stej kola­cji z udzia­łem wszyst­kich świa­to­wych waż­nia­ków. Monar­chia zno­wu poka­za­ła swo­je plu­sy dodat­nie, podob­nie jak pod­czas wizy­ty kró­lo­wej Elż­bie­ty II w War­sza­wie. Wyda­ła ona przy­ję­cie, na któ­re zapro­si­ła m.in. wszyst­kich byłych pre­mie­rów, z wyjąt­kiem Józe­fa Olek­se­go, będą­ce­go świe­żo po przej­ściach z afe­rą “Oli­na”. Józef Olek­sy po tym afron­cie zaczął obja­wiać nasi­la­ją­ce się skłon­no­ści repu­bli­kań­skie. Cie­ka­we, jak będzie w przy­pad­ku księ­cia Harry‘ego, a zwłasz­cza – jego mał­żon­ki, bo – a przy­pusz­czam – to wła­śnie z jej przy­czy­ny poja­wi­ły się te wszyst­kie towa­rzy­skie zawi­ro­wa­nia. Na szczę­ście dla nas pan pre­zy­dent Duda pod­czas uro­czy­sto­ści pogrze­bo­wych został posa­dzo­ny nawet przed ame­ry­kań­skim pre­zy­den­tem Bide­nem. Wpraw­dzie prze­kop Mie­rzei Wiśla­nej nie miał nic wspól­ne­go ze śmier­cią i  pogrze­bem kró­lo­wej Elż­bie­ty II, ale to może być tyl­ko powierzch­nia zja­wisk, bo prze­cież jakaś przy­czy­na takie­go wywyż­sze­nia pana pre­zy­den­ta Dudy musia­ła być.

Sta­ni­sław Michalkiewicz