Roger MOORHOUSE Bry­tyj­ski histo­ryk i ger­ma­ni­sta spe­cja­li­zu­ją­cy się w histo­rii nowo­żyt­nej środ­ko­wej Euro­py, ze szczególnym uwzględ­nie­niem hitle­row­skich Nie­miec, Holo­kau­stu i II woj­ny świa­to­wej w Euro­pie. Ostat­nio wydał „Pakt diabłów. Sojusz Hitle­ra i Sta­li­na, 1939–1941” (wyd. „Znak”).

Rela­cje Pol­ski z sąsia­da­mi nadal sta­no­wią wyzwa­nie – na wscho­dzie agre­syw­na i zapa­trzo­na w prze­szłość Rosja, na zacho­dzie ta część państw UE, które zacho­wu­ją się tak, jak­by zupeł­nie chcia­ły zapo­mnieć o prze­szło­ści – pisze Roger MOORHOUSE

Za począ­tek II woj­ny świa­to­wej w Euro­pie zwykło się uwa­żać 1 wrze­śnia 1939 r., choć pedan­ci mogli­by zwrócić uwa­gę na fakt, że Bry­tyj­czy­cy i Fran­cu­zi wypo­wie­dzie­li Niem­com woj­nę dopie­ro 3 wrze­śnia i to wła­śnie ta data powin­na wyzna­czać moment, w którym nie­miec­ko-pol­ska woj­na prze­ro­dzi­ła się w woj­nę świa­to­wą. Z kolei ci, którzy patrzą na II woj­nę świa­to­wą z per­spek­ty­wy glo­bal­nej, czę­sto dowo­dzą, że roz­po­czę­ła się ona tak napraw­dę z chwi­lą wybu­chu woj­ny chiń­sko-japoń­skiej latem 1937 r. Spra­wa jest zatem bar­dziej dys­ku­syj­na, niż mogło­by się wydawać.

Bez­dy­sku­syj­ne za to jest, że w 1939 r. Pol­ska znaj­do­wa­ła się w jed­nym z naj­bar­dziej nie­bez­piecz­nych miejsc na Zie­mi – pomię­dzy dwo­ma dra­pież­ny­mi, bez­względ­ny­mi, eks­pan­sjo­ni­stycz­ny­mi i tota­li­tar­ny­mi reżi­ma­mi, które chcia­ły ją znisz­czyć. Pol­ska zro­bi­ła wte­dy wszyst­ko, co moż­na było w gra­ni­cach roz­sąd­ku zro­bić, aby unik­nąć ata­ku Nie­miec. Twar­do opie­ra­ła się nie­miec­kim groź­bom i żąda­niom (przy­pa­dek Cze­cho­sło­wa­cji z poprzed­nie­go roku dowiódł, że poli­ty­ka uspo­ka­ja­nia Hitle­ra ustęp­stwa­mi pro­wa­dzi doni­kąd) oraz zawar­ła moc­ne mię­dzy­na­ro­do­we soju­sze, które mia­ły znie­chę­cić Hitle­ra do napaści.

Nie zabra­kło oczy­wi­ście błędów. Moż­na zasad­nie twier­dzić, że Pol­ska powin­na była sku­tecz­niej się zbro­ić lub inwe­sto­wać wię­cej w jed­nost­ki zmo­to­ry­zo­wa­ne, ale takich wydatków nie udźwi­gnę­ła­by zapew­ne ówcze­sna gospo­dar­ka kra­ju. Pol­ska nie była bynaj­mniej jedy­nym pań­stwem, które nie prze­wi­dzia­ło domi­nu­ją­cej roli sił pan­cer­nych pod­czas nad­cho­dzą­ce­go kon­flik­tu. Trud­no zatem powie­dzieć, co wię­cej moż­na było zro­bić, aby unik­nąć wrze­śnio­wej poraż­ki. Pol­ska wyko­rzy­sta­ła wszel­kie roz­sąd­ne moż­li­wo­ści, ale jej poło­że­nie było beznadziejne.

Nazi­stow­skie Niem­cy obra­ły Pol­skę za cel z kil­ku powodów. Przede wszyst­kim zaj­mo­wa­ła tery­to­rium, na którym zale­ża­ło Niem­com. Jego część – województwo poznań­skie, byłe Pru­sy Zachod­nie – należała do Nie­miec przed rokiem 1918 i była zamiesz­ka­na przez nie­miec­ką mniej­szość naro­do­wą. Poza tym Pol­ska zaj­mo­wa­ła również część ziem, które Niem­cy upa­trzy­li sobie jako swo­ją przy­szłą Leben­sraum, czy­li „prze­strzeń życio­wą”, i które zamie­rza­li podbić.

Docho­dzi­ły do tego kwe­stie raso­we. Jako Sło­wia­nie Pola­cy nie byli uwa­ża­ni przez nazi­stow­skich teo­re­tyków za raso­wo pożą­da­nych. Z uwa­gi na dużą licz­bę zamiesz­ku­ją­cych Pol­skę Żydów kraj ten postrze­ga­no też jako cał­ko­wi­cie zju­da­izo­wa­ny, a jego miesz­kańców jako nie­przy­dat­nych, bo zbyt wymie­sza­nych raso­wo. Z nazi­stow­skie­go punk­tu widze­nia znisz­cze­nie Pol­ski było więc umo­ty­wo­wa­ne wzglę­da­mi natu­ry histo­rycz­nej, tery­to­rial­nej, ide­olo­gicz­nej i raso­wej. Z tego też wzglę­du losy Pol­ski pod­czas samej woj­ny poto­czy­ły się nie­zwy­kle tra­gicz­nie; dość wymie­nić kam­pa­nię wrze­śnio­wą, Holo­kaust, Powsta­nie War­szaw­skie. Nic zatem dziw­ne­go, że w porówna­niu z inny­mi kra­ja­mi naj­now­sza histo­ria jest nad­zwy­czaj żywo obec­na w codzien­nych roz­mo­wach Polaków. W pew­nym sen­sie jest to cał­ko­wi­cie natu­ral­na reak­cja. Gdy­by nie było naro­do­wych krzywd, nie było­by również potrze­by ich omawiania.

W przy­pad­ku Pol­ski cho­dzi jed­nak o coś wię­cej. Każ­dy kraj potrze­bu­je „histo­rii użyt­ko­wej”, czy­li takiej nar­ra­cji na swój temat, która wyja­śnia jego prze­szłość, ale tak­że wyja­śnia toż­sa­mość pań­stwa i naro­du. Pro­blem w tym, że w Pol­sce uczci­wa dys­ku­sja na temat naj­now­szej histo­rii, w szczególno­ści histo­rii XX w., mogła zacząć się na poważ­nie dopie­ro w roku 1989, kie­dy nie dła­wił jej już inte­lek­tu­al­ny kne­bel komu­ni­zmu. Dys­ku­sja ta toczy się zatem nadal, a nar­ra­cja histo­rycz­na w pew­nym stop­niu cią­gle powsta­je. Stąd też roz­go­rącz­ko­wa­ny i zapa­mię­ta­ły ton rozmów o historii.

Win­ston Chur­chill miał podob­no powie­dzieć, że histo­rię piszą zwy­cięz­cy. W dużej mie­rze to zda­nie jest praw­dzi­we – i dobrze odda­je dyle­mat, przed jakim stoi obec­nie Pol­ska. Po woj­nie histo­ria była fak­tycz­nie pisa­na głów­nie przez zwy­cięzców. Bry­tyj­czy­cy, Ame­ry­ka­nie i Sowie­ci pisa­li swo­je wła­sne opo­wie­ści o zakoń­czo­nej woj­nie. Dodat­ko­wo Zachód przy­jął sowiec­ką nar­ra­cję bez­kry­tycz­nie za spra­wą poplecz­ników mię­dzy­na­ro­do­wej lewi­cy. W tym kon­tek­ście wszel­kie próby uczci­wej oce­ny wojen­nej histo­rii Pol­ski oraz pol­skie­go wkła­du w zwy­cię­stwo aliantów zosta­ły sku­tecz­nie zagłu­szo­ne. Przez nar­ra­cję zwy­cięzców nie udało się prze­bić nawet Pola­kom prze­by­wa­ją­cym na emi­gra­cji. Pol­ska opo­wieść o woj­nie mogła zaist­nieć tyl­ko w takim stop­niu, w jakim była apro­bo­wa­na przez komu­ni­stycz­ny reżim.

Dziś, kie­dy od koń­ca II woj­ny świa­to­wej dzie­li nas kil­ka poko­leń, moż­na wresz­cie spoj­rzeć na nią bar­dziej uczci­wie, a kolej­ne poko­le­nie pisze jej histo­rię na swój wła­sny sposób. W przy­pad­ku Pol­ski prze­ja­wem tego nowe­go podejścia są otwar­te dys­ku­sje na temat pol­skiej histo­rii i poja­wia­nie się nowych nar­ra­cji. Powo­dy tego sta­nu rze­czy są oczy­wi­ste. Znik­nę­ły ide­olo­gicz­ne ogra­ni­cze­nia narzu­co­ne przez komu­nizm, poza tym czas, który upłynął od zakoń­cze­nia woj­ny, pozwo­lił spoj­rzeć na prze­szłe wyda­rze­nia z dystan­su. Tak upra­wia się histo­rię. Każ­de poko­le­nie w jakimś stop­niu rewi­du­je nar­ra­cje zbu­do­wa­ne przez poprzed­ników.

Nale­ży zadać pyta­nie o to, jak dale­ko może się w tym posu­nąć. Wiem, że wie­lu Polaków jest zanie­po­ko­jo­nych wystę­pu­ją­cą głów­nie w świe­cie anglo­sa­skim ten­den­cją do używa­nia słów „nazi­stow­ski” i „nie­miec­ki” zamien­nie. Oba­wia­ją się, że pew­ne­go dnia cały świat zacznie uwa­żać, jako­by II woj­nę świa­to­wą wywo­ła­li jacyś tajem­ni­czy „naziści”, a Niem­cy byli zale­d­wie ich pierw­szy­mi ofia­ra­mi. Nie podzie­lam tej oba­wy. Nie­miec­ka odpo­wie­dzial­ność za II woj­nę świa­to­wą i Holo­kaust jest słusz­nie ugrun­to­wa­na w zachod­niej nar­ra­cji histo­rycz­nej. Rozu­miem dosko­na­le, dla­cze­go poprze­sta­wa­nie na sło­wie „nazi­stow­ski” niektórych Polaków dener­wu­je. Widzą w tym stra­te­gię oczysz­cza­nia Niemców z winy, tak jak­by to tyl­ko nazi­ści dopusz­cza­li się wojen­nych potwor­no­ści. Moim zda­niem wyni­ka to jed­nak z nie­zro­zu­mie­nia języ­ka, jakim mówi się o histo­rii. Przy­zna­ję, że uży­wa­nie sło­wa „nazi­stow­ski” jako syno­ni­mu sło­wa „nie­miec­ki” to wyni­ka­ją­cy z leni­stwa skrót myślo­wy, ale prze­cież nikt na poważ­nie nie chce dać do zro­zu­mie­nia, że naziści nie byli również Niem­ca­mi.

Jeże­li już mowa o poli­ty­ce zapo­mnie­nia, poważ­niej­szy pro­blem widział­bym w sowiec­kiej czy rosyj­skiej nar­ra­cji na temat II woj­ny świa­to­wej oraz w podej­mo­wa­nych przez puti­now­ski reżim próbach kon­tro­lo­wa­nia histo­rii, tak aby przed­sta­wić woj­nę w korzyst­nym dla sie­bie świe­tle i zama­zać sowiec­kie zbrod­nie. To tak, jak­by w Niem­czech cały czas rzą­dzi­li wiel­bi­cie­le Hitle­ra sta­ra­ją­cy się zre­ha­bi­li­to­wać byłe­go wodza jako wiel­kie­go męża sta­nu i mówcę.

Porówna­nie jest gro­te­sko­we, ale musi­my zro­zu­mieć, że ani Zwią­zek Radziec­ki, ani jego następ­czy­ni, puti­now­ska Rosja, nie zdo­by­li się nigdy na uczci­we roz­li­cze­nie wojen­nej histo­rii ZSRR. Wyni­ka­ją­ce z tego rosyj­skie kłam­stwa i zabie­gi słu­żą­ce zaciem­nia­niu praw­dy są obli­czo­ne na two­rze­nie podzia­łów i moim zda­niem są bar­dziej szko­dli­we niż leni­stwo kil­ku zachod­nich dzien­ni­ka­rzy i bada­czy. Jeże­li zale­ży nam na obro­nie praw­dy histo­rycz­nej, musi­my twar­do pod­kre­ślać histo­rycz­ny fakt sowiec­kiej inwa­zji na Pol­skę w 1939 r. oraz histo­rycz­ny fakt sowiec­kiej odpo­wie­dzial­no­ści za zbrod­nię katyń­ską. To raczej tutaj powin­na toczyć się praw­dzi­wa wal­ka o pamięć.

Z geo­po­li­tycz­ne­go punk­tu widze­nia Pol­ska jest obec­nie bodaj w naj­lep­szej sytu­acji od kil­ku stu­le­ci. Jej rela­cje z sąsia­da­mi nadal jed­nak sta­no­wią wyzwa­nie – na wscho­dzie agre­syw­na i zapa­trzo­na w prze­szłość Rosja, na zacho­dzie ta część państw UE, które zacho­wu­ją się tak, jak­by zupeł­nie chcia­ły zapo­mnieć o prze­szło­ści. Na zigno­ro­wa­nie tego wyzwa­nia Pol­ska nie może sobie pozwolić.

Roger Moor­ho­use

Tekst publi­ko­wa­ny równo­cze­śnie z pol­skim mie­sięcz­ni­kiem opi­nii Wszyst­ko Co Naj­waż­niej­sze w ramach pro­jek­tu reali­zo­wa­ne­go z Insty­tu­tem Pamię­ci Narodowej.