Jed­nym ze skut­ków sys­te­mów tota­li­tar­nych jest mar­no­wa­nie ludzi. Nie tyl­ko w sen­sie dosłow­nym, czy­li mówiąc bru­tal­nie posy­ła­nie ich do pia­chu, ale — co ma o wie­le więk­sze zna­cze­nie — mar­no­wa­nie zdol­no­ści i talen­tów — poprzez ode­bra­nie moż­li­wo­ści nor­mal­nej pra­cy i działania.

        Zna­my to z sys­te­mu socja­li­stycz­ne­go, zna­my z PRL‑u — ileż to wspa­nia­łych ini­cja­tyw zosta­ło wdep­ta­nych w gle­bę przez par­tyj­nych sekre­ta­rzy. Upo­li­tycz­nio­na gospo­dar­ka, jest naj­gor­szą moż­li­wą orga­ni­za­cją ludz­kiej aktyw­no­ści. Sys­tem, wyma­ga­ją­cy wier­no­pod­dań­cze­go „kuca­nia”, obję­ty dyk­ta­tem ręczo­ne­go ste­ro­wa­nia przez urzęd­ni­ków, nisz­czy wydaj­ność pra­cy i zmniej­sza konkurencyjność.

        Słu­cha­łem nie­daw­no roz­mo­wy z prof. Jor­da­nem Peter­so­nem na forum Insty­tu­tu Hoove­ra; roz­mo­wy zakoń­czo­nej bar­dzo emo­cjo­nal­nie, gdy Peter­son stwier­dził, iż ame­ry­kań­ski sys­tem polit-popraw­ne­go woki­zmu po pro­stu nisz­czy i demo­ra­li­zu­je ludzi; grze­bie ich zdol­no­ści i spusz­cza talen­ty do kanalizacji.

Reklama

        Jed­nym z powo­dów, dla któ­rych prof. Peter­son zre­zy­gno­wał z pra­cy na UofT, jest to, że  — bio­rąc pod uwa­gę obło­że­nie ana­te­mą przez lewac­kich funk­cjo­na­riu­szy — jego stu­den­ci nie mie­li­by szans na dal­szą karie­rę, a on sam ska­za­ny był­by na pisa­nie — jak to okre­ślił upo­ka­rza­ją­cych oświad­czeń, by móc liczyć na finan­so­wa­nie badań.

        Sytu­acja na uni­wer­sy­te­tach Ame­ry­ki Pół­noc­nej powo­li zaczy­na przy­po­mi­nać tę ze Związ­ku Sowieckiego.

        Czym to skut­ku­je? Pro­ste! Utra­tą talen­tów. Uni­wer­sy­te­ty prze­sta­ją uczyć myśle­nia, a sta­ją się pla­ców­ka­mi indok­try­na­cji, pro­du­ku­jąc ludzi wytre­so­wa­nych do powta­rza­nia, a nie do kwe­stio­no­wa­nia i eks­plo­ro­wa­nia nowych moż­li­wo­ści. Nauczy­cie­le, któ­rzy nie odpo­wia­da­ją nowej ide­olo­gii są po pro­stu usu­wa­ni. Doty­czy to nie tyl­ko tzw. nauk huma­ni­stycz­nych, ale tych jak naj­bar­dziej ści­słych. Docho­dzi do takich idio­ty­zmów, że nie­któ­re uni­wer­sy­te­ty — kana­dyj­skich nie wyklu­cza­jąc — ogła­sza­ją, iż na pozy­cje aka­de­mic­kie nie przyj­mu­ją bia­łych mężczyzn.

        Jest to oczy­wi­ście samo w sobie o tyle cie­ka­we, że zanu­rzo­ne po uszy w sza­leń­stwie woki­zmu szko­ły wyż­sze trak­tu­ją płeć „spo­łecz­nie”, a nie bio­lo­gicz­nie. Zatem, jeśli chcesz mieć karie­rę aka­de­mic­ką bia­ły męż­czy­zno — musisz naj­pierw zade­kla­ro­wać inną płeć. (Nawia­sem mówiąc nie wiem cze­mu nie moż­na dekla­ro­wać innej rasy).

        Czy to cza­sem nie jest szaleństwo?

        Może­my sobie na ten temat żar­to­wać (jesz­cze), ale skut­ki są opła­ka­ne, uni­wer­sy­te­ty, a za nimi coraz czę­ściej insty­tu­cje pań­stwo­we i kor­po­ra­cje prze­sta­ją oce­niać swo­ich pra­cow­ni­ków mery­to­rycz­nie. Czy­nią to cał­kiem podob­nie, jak nie­gdyś te w Niem­czech hitle­row­skich czy w Związ­ku Sowiec­kim, pyta­jąc naj­pierw o pocho­dze­nie i rasę.

        I co? Czy jakaś par­tia poli­tycz­na pod­no­si larum z tego powo­du? Czy w tele­wi­zji biją na alarm, że ktoś wywra­ca naszą cywi­li­za­cję do góry noga­mi? No, nie, bo tam jest podobnie!

        Żyje­my w cza­sach coraz bar­dziej wszech­ogar­nia­ją­ce­go sza­leń­stwa. Skut­ku­je to rów­nież kata­stro­fą przy­wódz­twa; sys­tem poli­tycz­ny „kasu­je” „ludzi z jajem” — auten­tycz­nych lide­rów już „na wej­ściu”, jesz­cze w „mło­dzie­żów­kach”. Podob­nie, jak w komu­ni­zmie, awan­so­wa­ni są „mier­ni, ale wier­ni”; czy­li ci potra­fią­cy prze­łknąć z uśmie­chem na twa­rzy poli­tycz­nie popraw­ne komu­na­ły i głu­po­ty, jakie każe im się wypo­wia­dać. Mier­no­ty awan­su­ją, jesz­cze więk­sze mier­no­ty, by cza­sem nowi nie zagro­zi­li ich pozy­cji w struk­tu­rach. Efekt  jest opła­ka­ny — postę­pu­ją­ca degren­go­la­da przy­wódz­twa poli­tycz­ne­go, spo­łecz­ne­go i eko­no­micz­ne­go. A ryba psu­je się od głowy.

        Pod­ci­na­my gałąź, na któ­rej sie­dzi­my, nisz­czy­my mecha­ni­zmy, któ­re były przy­czy­ną nasze­go cywi­li­za­cyj­ne­go suk­ce­su, ale wciąż mamy nadzie­ję, że jakoś to będzie i nikt nam tego suk­ce­su nie odbie­rze; że dalej będzie­my korzy­stać z dobro­dziejstw świa­ta, któ­ry pozo­sta­wi­ły nam poprzed­nie pokolenia.

        Nie­ste­ty — powiem wprost — nie będziemy.

        „Histo­ria” prze­ra­bia zbu­twia­łe spo­łe­czeń­stwa na pożyw­kę innych.

•••

W nie­dzie­lę uli­ca­mi Toron­to prze­szła pol­ska para­da. Nie­ste­ty pra­wie nie­zau­wa­żo­na w tzw. mediach głów­ne­go nur­tu, wnio­sek jest więc taki, że musi nas być o wie­le wię­cej;  50 tys. nie dało­by się już zigno­ro­wać. Zawsze twier­dzi­łem, że taki prze­marsz przez mia­sto jest nam potrzeb­ny. Mają swój od lat Żydzi, powin­ni­śmy mieć i my, wyma­ga to jedy­nie prze­ko­na­nia, że w tym jed­nym dniu mamy wznieść się ponad podzia­ły i znie­sma­cze­nie sobą nawzajem.

        A tak nawia­sem mówiąc, lider­ka par­tii kon­ser­wa­tyw­nej pani Ber­gen wysto­so­wa­ła 1 maja komu­ni­kat z życze­nia­mi  i miły­mi sło­wa­mi dla spo­łecz­no­ści żydow­skiej w związ­ku z Jewish Heri­ta­ge Month. No cóż, może w przy­szłym roku docze­ka­my się podob­nych życzeń w związ­ku z naszym Polish Heri­ta­ge Month.

Andrzej Kumor