GONIEC: Serce rośnie widząc panów, bo to znaczy, że w tym roku pielgrzymka jednak pójdzie;   jak to będzie w tym roku, , ruszyły już chyba pełną parą przygotowania? Dzisiaj mieliśmy Mszę świętą za sponsorów. Jak się można zgłaszać? Jak to jest w tym roku?

Jasiu Żurakowski: Tak, jak przez ostatnie parę lat będziemy wszystko robić tylko przez internet. Zapraszamy na naszą stronę www.pielgrzymka.ca. Wszelkie informacje o pielgrzymce tam są.

        My z Adamem spotykamy się, mówiąc prawdę, już od 2 lat przygotowując się na tę 40. pielgrzymkę. Trochę też  trasa będzie inna tego roku.

Adam Stasiowski: Zmienia się trasa, ale będziemy szli cały tydzień, 7 dni,  tak jak przedtem.

– Trasa jest zmieniona; a będzie bardziej po drogach czy bardziej po lasach?

J.Ż: – Bardziej po lasach, mogę powiedzieć, że 85 – 90 proc. to są same ścieżki. To nam ulży dużo, bo nie musimy martwić się o przejeżdżające samochody, w lesie można skupić się o wiele lepiej. Samochody jadą bez przerwy, zatrzymujemy ruch i my zatrzymujemy się. To trochę rozprasza, a tak to w lesie nie ma tego.

– Dzisiaj była Msza święta za sponsorów. Jak można sponsorować pielgrzymkę? Czego potrzeba w tym momencie najbardziej?

A.S: – To chyba modlitwy.

J.Ż.: – Modlitwy, bo zaczynamy od nowa. Ta 40. pielgrzymka to jest koniec czegoś i początek czegoś nowego i potem wyjdzie trochę nowa trasa, całkiem coś nowego.  A sponsor może być taki, że da jedno opakowanie wody, albo na przykład, samochód na łazienki.

A.S: Na przykład, dziesięć osób może się zebrać i sponsorować taki truck.

J.Ż.: My dzięki biznesom mamy kolacje prawie codziennie i obiady prawie co dzień.

– Jak będzie z namiotami? Będą podwożone, jak poprzednio?

J.Ż.: – Liczymy na to, że tak, te 2 lata tej przerwy było,  ale w poprzednich latach bardzo hojnie sponsorzy pomagali nam, podwozili, zawsze było jedzenia, a jedzenia. I myślę, że w tym roku tak samo będzie. Wiemy, że są bardzo chętni do sponsorowania, podobnie, jak w poprzednich latach.

– Skąd pielgrzymka wyrusza? Ten sam punkt? Ten sam kościół?

J.Ż.: Tego roku w innym punkcie, z kościoła św. Jana Ewangelisty  przy The Gore Rd w Albion, trochę wyżej od miejsca, gdzie kiedyś. Trasa jest 5 kilometrów krótsza.

– Były jakieś kłopoty z pozwoleniami, z władzami, coś jest inaczej? Muszą być jakieś zaświadczenia?

J.Ż.: Myślę, że tak jak cały świat po covidzie jest przygotowany na dodatkowe pytania, gdy coś takiego się organizuje. W tej chwili jeszcze nie mieliśmy przeszkód, ale jest o wiele więcej papierkowych spraw; permity, gdzie kiedyś tego nie było. Ja nie myślę, że to ze względu na to, że my idziemy jako pielgrzymka tylko, jak w jednej okolicy proszą o permit, to czemu w drugiej nie mogą…

– Ale nie ma żadnych wymogów, że tak powiem, sanitarnych? Już te czasy minęły?

J.Ż.: – Sanitarne to raczej tylko tak, jak zawsze było, z łazienkami…

– Masek nie trzeba brać?

A.S.: Na dzień dzisiejszy, bez masek, jest normalnie.

J.Ż.: Pójdziemy pielgrzymką tak, jak nam powiedzą, jakie będą wtedy przepisy w sierpniu, to będziemy się dostosowywać.

– Nowe czasy, od nowa organizacja, a jak z załogą? Ile procent ludzi jest ze starych czasów?

J.Ż.:  100 procent, może nawet jest powiększona o parę nowych osób. Mamy teraz ojca Pawła, mieliśmy ojca Wojtka. Podczas 38., 39. pielgrzymki brakowało nam tej formacji.

        My wszystko mamy w małym palcu, kiedy, jaki postój ma być, nawet z nową trasą mniej więcej dostosujemy się do tego, to wszystko naprawdę wiemy, ale jak nie wzmocnimy naszej wiary, nie wzmocnimy naszej duchowości, to ta pielgrzymka będzie może w przyszłości tylko jako obóz wędrowny.

        My chcemy żeby tak, jak było na kazaniu dzisiaj powiedziane, żeby ta tradycja naszych ojców ciągle żyła w tej Kanadzie, tak jak się rozpoczęła 40 lat temu. W 80 latach przyjechało dużo młodych i chcieli tutaj mieć to samo co w Polsce. Tradycja pielgrzymowania jest stara jak świat, ale tradycja pieszej pielgrzymki na wzorzec tej do Częstochowy to jest typowo polska. To, co zaczęte było 40 lat temu, my nadal staramy się wprowadzać.

– To już są dwa pokolenia, które się na tym wychowały.

J.Ż.: Trzy. My mamy na pielgrzymce osoby, które, tak jak Adam poznał swoją żonę, na pielgrzymce, teraz  mają dzieci i te jego dzieci też idą na pielgrzymce. Czyli to już jest trzecie pokolenie.

– To jest piękne i to właśnie cieszy, że jest zawsze dużo młodzieży, a przecież normalnie młodzi na co dzień odchodzą od Kościoła, a tutaj  są.

J.Ż.: Często młodzież przychodzi na pielgrzymkę z różnymi intencjami, ale przychodzi. Dla mnie to jest bardzo piękne, bo wiem, że czegoś szukają i my jesteśmy, żeby stworzyć możliwość dla nich, żeby oni znaleźli to, czego szukają.

        My mamy taki zaszczyt, jak ludzie wchodzą już w niedzielę do sanktuarium, my stoimy przy schodach ołtarza, oni przechodzą koło nas i my znamy te ich opowieści; ty przyszedłeś w poniedziałek; ty taki rozrabiaka byłeś, a teraz masz łzy w oczach. Widać to przeżycie, widać to zbliżenie do Boga, że Bóg coś dla nich zrobił, ich serca nie są już takie same.

        Święty Jan Paweł II powiedział prosto, ci co idą na pielgrzymce, nigdy nie wracają tacy sami. I to jest nasz cel, żeby każdy wrócił po pielgrzymce przemieniony. Żeby nadal mógł przemieniać innych.

        – Czyli zapraszamy. Zapraszamy wszystkich, którzy nie są pewni, gdzieś tam chodzili swoimi drogami, wątpią… żeby po prostu przeszli się tym szlakiem razem ze wszystkimi; spróbowali.

J.Ż.: Spróbuj jeden dzień. Gwarantuję, że może oni nie znajdą tego, czego szukali, ale Bóg ich znajdzie. I  to naprawdę będzie coś dobrego. To jest jedno, co zawsze obiecuję każdej młodej czy starszej osobie, że Bóg ich na tej pielgrzymce znajdzie. My mówimy, przyjdź na jeden etap, zobaczysz. My mamy doświadczenie, że ludzie, którzy przychodzą czasami w sobotę, na jeden dzień, na drugi rok to już zapisują się na całość.

        – Jest już dużo zgłoszeń? Już ludzie się pytają o pielgrzymkę?

A.S.: Bardzo dużo. Przez dwa minione lata szliśmy małą grupką 15 – 20 osób, ale zapał jeszcze większy zrobił się z tego wszystkiego, przez covid zobaczyliśmy, jak bardzo możemy się złączyć duchowo.

J.Ż.: Jak zbudowaliśmy się razem to widzieliśmy, że ten ma takie dary, a ten takie, i o wiele szerzej rozdzielamy obowiązki. I  myślę, że tego roku owoce z tego będą przepiękne.

– Jeszcze raz gratuluję, bo naprawdę serce rośnie. I myślę, że pielgrzymka do Midland to jest coś niezwykłego dla naszego środowiska polonijnego. Jest też pielgrzymka w Stanach Zjednoczonych, ale myślę że ta nasza, tutaj właśnie bardzo dużo ludzi formuje. I za to jestem wdzięczny i wszyscy powinniśmy być Panu Bogu wdzięczni.

•••

– Ojcze Pawle, która to będzie dla Ojca pielgrzymka?

Ojciec Paweł Pilarczyk OMI: – Dla mnie to będzie piąta tu w Kanadzie, a dwie były w Polsce, na Jasną Górę, do Częstochowy, jeszcze przed wstąpieniem do seminarium.  Zaraz jak przyjechałem do Kanady od razu wysłali mnie na pielgrzymkę. Pierwszych parafian, Polonię poznałem właśnie na pielgrzymce i to są przyjaźnie, które trwają do tej pory.

– Czym się ta tutejsza pielgrzymka różni od tych do Częstochowy?

– Jest bardzo podobna, bo Polacy tutaj chcą podtrzymać tradycję pielgrzymowania. Co prawda, nie idziemy do sanktuarium maryjnego, idziemy do Sanktuarium Męczenników w Midland, ale jest tam bardzo wymowny ten ołtarz z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Imponuje mi to wiara Polonii, która podtrzymuje tę tradycję i już czterdziesty raz chcą iść w tej pieszej pielgrzymce do Midland.

        Co prawda w Polsce w większości wypadków śpi się po domach, a tu się śpi w namiotach, tak więc może też jest to bardziej wymagające.

– A jak to jest od strony duchowej? Jak to jest od tej strony formacyjnej,  można zawsze z kapłanem porozmawiać? W czasie drogi można się wyspowiadać?

– Msza św., modlitwa, to jest obowiązek, stały punkt programu; Msza święta rano, zaraz przed wyjściem i codziennie też jest adoracja Najświętszego Sakramentu. Na miejscu noclegu jest wystawiony namiot spotkania, namiot adoracji. Ludzie o to proszą, pytają kiedy będzie adoracja.  Czasami nawet ksiądz jest zmęczony. Chce się, że tak powiem, ogarnąć,   ale to jest bardzo pozytywne, bo ludzie chcą po przejściu, chcą spędzić tę chwilę z Panem Bogiem.

        Tak więc aspekt duchowy jest cały czas. Czasami nawet brakuje nam kapłanów, bo kiedy idą grupy, to czy w drodze, opowiadamy, czy jest robione także nabożeństwo pokutne wieczorem, specjalnie z sakramentem pokuty i pojednania.

        Ale oczywiście, zawsze można w drodze porozmawiać sobie z księdzem,  czy się wyspowiadać. Jest na to czas i też zawsze staramy się, żeby były Apele Jasnogórskie, z jakimś akcentem powołania, świadectwa i tak dalej. Ale także chwila, moment zabawy, podsumowania dnia, to co jest zawsze na pielgrzymkach.

–  W Polsce pielgrzymki to jest stały element krajobrazu. Nikt się nie dziwi, że pielgrzymi idą itd. W Kanadzie jest trochę inaczej. Kanada już jest krajem można tak powiedzieć post-chrześcijańskim. Jak to jest z reakcją po drodze? Z ludźmi, którzy są zupełnie nieprzyzwyczajeni do okazywania dowodów wiary, a tu widzą maszerujących z krzyżami na drodze?

– Pierwsze pielgrzymki do Midland były organizowane przez Kanadyjczyków w języku angielskim. Jasiu (Żurakowski) organizując pierwszą polską pielgrzymkę włączył się do tej grupy angielskiej.

        Czyli gdzieś ta tradycja pielgrzymowania do Midland była, a my to przejęliśmy z troszeczkę bardziej Maryjnym  akcentem.

        Ale odbiór jest bardzo pozytywny. Zdarza się, że ludzie wychodzą do nas, wystawiają nam jakieś soki, jakieś batony, pytają się  o co tu chodzi. Wtedy tłumaczymy, że idziemy do Midland, mówimy że modlimy się za was. I to jest element świadectwa dla świata, który czasami jest zdziwiony.

        Taka jest w ogóle idea pielgrzymowania do miejsc świętych. Tak więc to jest jak najbardziej wymiar zewnętrzny ewangelizacji, dawanie świadectwa w Kanadzie, która jest tak bardzo zróżnicowana religijnie, i też odchodzi od pewnych wartości chrześcijańskich.

A jakieś doświadczenie negatywne?

– Osobiście nie miałem żadnych negatywnych doświadczeń.

– Jakieś utrudnienia?

– Nie, nie. Wiemy, że są takie etapy, gdzie, na przykład, trzeba iść bez śpiewu ponieważ jest jakaś farma, gdzie są konie i  trzeba przejść w ciszy. Trzeba uszanować tych,  których po drodze mijamy. Przed pandemią też farmerzy udostępniali nam posesje, teren na nocleg, teraz będzie troszeczkę inaczej, nocleg będzie przeważnie przy kościołach..

– Ze względów covidowych, nowych ograniczeń?

– Chyba boją się przyjmować jeszcze takie duże grupy namiotowe. Nie znam szczegółów, ale szukamy troszeczkę innych możliwości.

– No to z serca dziękuję i do zobaczenia. Miejmy nadzieję, że dzięki Panu Bogu to się wszystko uda, i że wielkie grupy ludzi doznają tej duchowej odmiany podczas drogi.

– O to chodzi. Dużo ludzi właśnie też nawraca się na pielgrzymce. To jest ten mocny aspekt tych pielgrzymek, że czasami nie mam intencji, ale podczas drogi jest moment nawrócenia, spowiedź po wielu latach – na pielgrzymce właśnie. Tak więc poruszenie serc właśnie przez ten motyw pielgrzymowania.

        Hasło tej 40. pielgrzymki to: Wstań idź, bądź świadkiem tego, co widziałeś, dawaj świadectwo, czyli, idź, bądź umocniony.

        I o to właśnie chodzi, żeby nawracać, docierać do serc.

– Bardzo dziękuję.

– Z Bogiem.